zawartość strony
Przy wypływaniu formalności odprawiono równie gładko, choć nie bez
dodatkowych atrakcji: rosyjscy marynarze postanowili chyba wziąć
sobie na nas mały odwet i podczas polegających na mierzeniu do celu
ćwiczeń obrali sobie dość ciekawe obiekty... Nagle wszystkie
armatki na statkach zaczęły się ruszać i celować (na szczęście nie
strzelając...) początkowo tylko do siebie nawzajem, a potem, gdy
zobaczyli nasz jacht, nie omieszkali poćwiczyć wodzenia działem i
za ruchomym cele
Następnego dnia, po zaopatrzeniu się w tańsze niemieckie piwo,
wyruszyliśmy w kierunku Ystadt, po raz pierwszy wypływając na pełne
morze. Odległość to około 45Mm, przy dobrym wietrze zajęło nam to
jakieś 9 godzin. Na miejscu czekały na nas poranne, darmowe
prysznice i urok szwedzkiego miasteczka. Jeszcze na noc
wyruszyliśmy kursem na stolicę Bornholmu- Ronne. Zmrok na tych
szerokościach w okolicach przesilenia letniego zapadał po 2300,
przez co zaoszczędziliśmy akumulatory n
Tam zaczęliśmy nasze prawdziwe zwiedzanie... przyznaję, że, mając
małe zboczenia na punkcie architektury, przegięłam z wyznaczaniem
reszcie grupy sporej ilości miejsc, które trzeba koniecznie
zobaczyć, ale, jako ciągana przeze mnie wycieczka, sprawili się
cudnie. I tak tamtego dnia rozpoczęliśmy od życzenia Kamili i na
początek zwiedziliśmy Muzeum Arktyki i Antarktydy - warto: dużo
śmiechu, fajny stylizowany budyneczek byłego kościoła na planie
centralnym i przemiła obsł
Do pewnej ekstrawagancji w tym względzie przyczyniła się z
pewnością zamontowana na jachcie lodówka. Jej komisyjne otwarcie
nastąpiło już pierwszego dnia żeglugi, przy pierwszym przechyle na
lewym halsie, kiedy to miska z oliwkami zaatakowała kabinę
nawigacyjną. Po tym incydencie Adam zamontował śrubkę, czyli
zawartość lodówki była pod kontrolą. A warto było walczyć o tę
zawartość, na stole pojawiały się oliwki, kawior, rodzynki i inne
różne specjały. Część za
W niewielkim sklepiku pracowało trzech młodych szewców. Byli
przytłoczeni rutynową pracą. Gdy opowiedziałem im o naszym
problemie, przez który właściwie nie możemy płynąć dalej oraz o
trzech flaszkach wódki, które staną się ich własnością, zamknęli
zakład, nie zwracając uwagi na klientkę, która przyszła po odbiór
swoich butów. Pojechaliśmy jeepem z powrotem na jacht po żagle.
Razem załadowaliśmy 100m2 szmaty do samochodu, daliśmy im po
polówce i Lechu, pokazal
Na wieczorny obiad na jachcie przy nabrzeżu wprosił się miejscowy
nieco podpity rybak, oczywiście przyjęliśmy go częstując
wyśmienitym spagetti marki "Winiary" z dodatkiem zaprawionego w
słoikach wcześniej mięsa. W zamian opowiedział nam trochę o wyspie
i o połowach ryb na okolicznych wodach. Rozgrzał się nieco i gdy
zdjął bluzę, postanowił ją nam sprezentować nie przyjmując w ogóle
odmowy. Do końca rejsu oraz szczególnie przy końcowych porządkach
dzielnie służył