zawartość strony
Rozwinelam papier i otworzylam niewielkie pudeleczko. Ale jak
moglam ufac Marcinowi, jezeli ciagle napotykalam jakies
niedomowienia, niejasnosci? Po raz pierwszy od czasu naszej
znajomosci Wojtek oficjalnie przyznal, ze wie o wszystkim. Od dawna
bylem przekonany, ze wie, ale dopiero tym pytaniem wyjasnil rzecz
ostatecznie. Nie odpowiedzial mi. Stanal przy oknie i mazal cos
palcem po niezbyt czystej szybie. Sama nalalam herbate. Ty chyba za
wczesnie wstales! - martwila sie matka.
Slyszalam, ze cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki.
Stalismy przed moim domem. Przygladali mi sie uwaznie, jakby
chcieli zobaczyc choc ulamek tego, co we mnie tkwi Wyszedl ode mnie
o jedenastej, przerazony ta pozna pora. zadna przesada! Milosc
toczy ci szara substancje, niedlugo zostanie z niej goly
matematyczny ogryzek! Ministrowa albo zona premiera. Zabraklo mi
odwagi. Poszedlem do niej nastepnego dnia.
Nie powiedzial nic wiecej, a ja nie moglam pytac. No, nie moglam.
Ja tego Ola na oczy nie widzialem. Owszem, Mada opowiadala mi o nim
i na odleglosc chlopak wydawal sie nawet sympatyczny. Slyszalam, ze
cos mowila, slyszalam oddalajace siej kroki. zadna przesada! Milosc
toczy ci szara substancje, niedlugo zostanie z niej goly
matematyczny ogryzek! Ale jak moglam ufac Marcinowi, jezeli ciagle
napotykalam jakies niedomowienia, niejasnosci?
Ala wrocila do domu pod koniec lutego, ciagle jeszcze bardzo
slaba, z noga uwieziona w gipsie. Wyszedl ode mnie o jedenastej,
przerazony ta pozna pora. Marcin trzymal w reku siatke z dwoma
karpiami, ktore kupilam przed chwila. Ryby poruszaly sie
gwaltownie. W sobote rano z obojetna mina zakomunikowalam
Marcinowi: - Chcialabym, zebys przyszedl do mnie jutro o piatej!
Zamknela znowu oczy i przez chwile sadzilam, ze jest zmeczona
rozmowa.
Przeszlysmy do kuchni. Mama postawila wode na gazie. Byl sloneczny
dzień, za oknem widac bylo jasne niebo, blekitne i czyste. Ja tego
Ola na oczy nie widzialem. Owszem, Mada opowiadala mi o nim i na
odleglosc chlopak wydawal sie nawet sympatyczny. Byc moze
zastanawiala sie w tej chwili, czy jest cos, czego boi sie
Strzemiński. Nie odpowiedzial mi. Stanal przy oknie i mazal cos
palcem po niezbyt czystej szybie. Sama nalalam herbate. Wracalismy
z wystawy. Z Kordegardy wyszlismy na Krakowskie Pr
Tymczasem przyszedl grudzień. Kocham szare grudniowe poranki,
pierwsze przymrozki, zalosne drzewa bez lisci. Kiedy szykowalam sie
do wyjscia, siedzial juz nad moim brulionem. Jednak zrezygnowal!
Chociaz prosilam! Chociaz wiedzial, jak mi na tym zalezy! Olo
zauwazyl nas i odstawil grabie. Przeskoczyl grzadke astrow i szybko
otworzyl furtke. zadna przesada! Milosc toczy ci szara substancje,
niedlugo zostanie z niej goly matematyczny ogryzek!